Widmo praworządności krąży po Polsce.

Widmo praworządności krąży po Polsce.

Widmo praworządności straszy w PiS-ie. Dla Ziobry, dla Kaczyńskiego, jak wynika z ich zachowania, perspektywa, że będą musieli działać praworządnie jest nie do zniesienia. Boją się tego, jak diabeł święconej wody. Niepraworządności będziemy bronili jak niepodległości! – wołają. I grożą Unii Europejskiej wetem – że zawetują budżet Unii na lata 2021-2027 oraz Fundusz Odbudowy. A co to znaczy?

Wszystko i nic.

To może być krótka awantura, która szybko się skończy, to może być początek wyjścia Polski z Unii. Drzwi zostały otwarte.

*

Cofnijmy się na chwilę do lipca 2020, do szczytu Unii Europejskiej. To na nim Unia przyjęła wieloletnią perspektywę finansową na lata 2021-2027 oraz Fundusz Odbudowy. Z grubsza rachując, budżet to 1 bln 74 mld euro, z czego Polsce ma przypaść 94 mld euro, a Fundusz to 750 mld euro, z czego do naszego kraju ma spłynąć 64 mld euro. To są potężne pieniądze. Bardzo potrzebne dla kraju, który z powodu pandemii traci dziennie ponad miliard złotych.

Na lipcowym szczycie przyjęto też mechanizm warunkowości, czyli zapis, który pozwoli blokować transfer unijnych pieniędzy do krajów, w których zastanie stwierdzone naruszenie praworządności. W lipcu był to mechanizm jeszcze niedookreślony, można go było lekceważyć. Ale dziś jest to już realny dokument.

Co go zmieniło? My go zmieniliśmy. My – posłowie z Parlamentu Europejskiego. Rzecz bowiem w tym, że budżet i Fundusz Odbudowy muszą zostać zatwierdzone przez Parlament Europejski. My-posłowie, mieliśmy więc bardzo mocne narzędzie, by negocjować w tej sprawie. Te negocjacje się odbyły, budżet został powiększony, a przede wszystkim został na nowo napisany mechanizm warunkowości. Wielka to zasługa przedstawicielek frakcji Socjaliści i Demokraci, które były w grupie parlamentarnych negocjatorów. Przewodniczącej naszej frakcji – Iratxe García Pérez. A także Eider Gardiazabal i Margaridy Marques. Ich wpływ był nie do przecenienia. Były znakomicie do negocjacji przygotowane, i twardo je prowadziły. W efekcie powstał znakomity dokument, który pozwoli w przyszłości zawieszać (nie zabierać, tylko zawieszać) transfery unijnych pieniędzy do krajów, w których władza łamie praworządność. Został on przy tym tak skonstruowany, że decyzja o blokadzie środków podejmowana będzie kwalifikowaną większością, więc żadne weto tu nie zagrozi.

Unia ma więc wreszcie skuteczny instrument, żeby powstrzymywać rządy przed łamaniem prawa.

Co więcej, zdecydowano, że ten instrument zostanie przyjęty przed Radę Unii Europejskiej, a nie przez Radę Europy, więc również kwalifikowaną większością głosów. Tak też się stało, mimo sprzeciwu Polski i Węgier, czyli stosunkiem głosów 25:2, mechanizm warunkowości został w poniedziałek 16 listopada przyjęty, i od 1 stycznia będzie obowiązywał w Unii Europejskiej. Oto rozmiar politycznej klęski – trzy lata temu było 27:1, dziś jest 25:2. Polska i Węgry są same, gdzieś na marginesie, psychologicznie już poza Unią, jej życiem. Z politycznego punktu widzenia takie ciała jak Trójmorze czy Grupa Wyszehradzka to atrapy…

Zresztą, ten wynik 25:2 był bardzo łatwy do przewidzenia. Teraz będzie powtórzony w Parlamencie Europejskim, bo popierają go wszystkie największe frakcje. Chadecy, socjaliści, liberałowie, Zieloni. Parlament zagłosuje za mechanizmem warunkowości z największą przyjemnością.

*

Niestety, polska prawica nie wyciąga z tego wniosków. W Polsce króluje tradycja efektownej klęski. Zasada „pieniądze za praworządność” została uznana przez prawicę za zamach na naszą niezawisłość, za „radykalne ograniczenie naszej suwerenności”. Zbigniew Ziobro, na temat którego mam znaną wszystkim opinię, bardzo trafną zresztą, wołał na konferencji prasowej tak: „To nie jest patos, ani uderzanie z wysokiego „c”, ale kwestia, która będzie rozstrzygać, czy Polska i inne kraje UE będą suwerennymi podmiotami, czy będą poddane politycznemu zniewoleniu!”.

Więc chcę zauważyć, że „politycznego zniewolenia” przez Unię przestraszył się tylko Ziobro, paru polityków z PiS, no i Viktor Orban z kolegami. Pozostała Europa – nie. Mechanizmu praworządności nie obawia się Słowacja, nie obawiają się Czechy, nie obawiają się Bułgaria, Chorwacja i tam mógłbym wyliczać. Obawiają się go tylko ci, którzy chcą chwytać swoich obywateli za twarz, którzy chcą rządzić sędziami, i podsuwać im wyroki, które mają ogłaszać.

Nikt, kto szanuje praworządność, tego nowego unijnego mechanizmu się nie boi. Ci, którzy chcą przy tych zasadach manipulować, którzy chcą oszukiwać obywateli, wołają – weto!

*

Nawiasem mówiąc, wystąpienie Zbigniewa Ziobro pokazało degrengoladę obozu rządzącego. Kompletny brak ładu i porządku. Ja nie wyobrażam sobie, żeby w moim rządzie, i w każdym innym zresztą, nagle, niespodziewanie, wychodził do dziennikarzy minister sprawiedliwości, i wypowiadał się na temat polityki zagranicznej, zastępując szefa MSZ i premiera. Którego, przy okazji, skrytykował i wydał mu polecenie, jak ma działać. Oto ogon merda psem.

Zastanawia mnie również rozumienie słów „suwerenność”, „niezawisłość” w obozie polskiej prawicy. Bo jak się okazuje, naruszeniem suwerenności jest dla niej to, że Unia Europejska nie będzie chciała dać Polsce pieniędzy, gdy rząd będzie łamać prawo. Za to zapraszanie wojsk amerykańskich do Polski, by tu stacjonowali, płacenie im za to, no i immunitet prawny, który będzie ich obejmował, więc będąc na polskiej ziemi polskim sądom nie będą podlegać – to już jest budowa „suwerenności”.

A jak rozumieć uporczywe namawianie do weta, bo takich scen jesteśmy świadkami? Przecież rządzący Polska politycy, Kaczyński, Ziobro, namawiają tym samym do rozwalenia europejskich finansów, do zaszkodzenia wszystkim państwom Unii. Tak, żeby Unię osłabić. Czy rzeczywiście leży to w polskim interesie, czy w jakimś innym? Bo w polskim interesie leży silna Unia, i Polska w tej Unii się rozwijająca. Jako mocne jej ogniwo.  Dlatego odrzucanie unijnych miliardów, jak to zamierza uczynić polski rząd, trzeba uznać za ruch na wskroś antypolski. Bo czymże jest patriotyzm i działanie dla dobra kraju? Czy jest to bezustanna kłótnia z Europą, na końcu której jest Polexit, czy też pozyskiwanie pieniędzy, by budować Polskę, wzmacniać konkurencyjność jej gospodarki, i poziom życia?

Z tego punktu widzenia weto jest zdradą.  Jest jak sabotaż.

*

Ten sabotaż polskiej gospodarki jest nie tylko niemądry i wstydliwy, jest także nieskuteczny.

Wystarczy przecież zastanowić się nad możliwymi scenariuszami. Najłatwiej przewidzieć los Funduszu Odbudowy, czyli tych 750 miliardów euro, które miałyby iść na rozruszanie pocovidowej gospodarki. Ten scenariusz przedstawiał zresztą jeszcze w lipcu, po powrocie z Brukseli Mateusz Morawiecki, więc w PiS-ie go znają. Otóż Morawiecki mówił, że gdyby Fundusz Odbudowy został zawetowany, to pozostałe 25 państw Unii utworzy nowy fundusz, i zbierze nań środki, i się nimi podzieli. A my będziemy się tylko przyglądać. Z pustymi kieszeniami.

Dodajmy do tego jeszcze jedno. Otóż Funduszu Odbudowy nie można ot tak zawetować. Nad nim musi się odbyć debata w parlamencie. I ona odbędzie się we wszystkich 27 parlamentach państw członkowskich Unii. Z prostej przyczyny, istota tego funduszu jest taka, że środki w nim zgromadzone mają pochodzić z pożyczek. Unia po raz pierwszy w swej historii się zadłuży. I na to wyrazić muszą zgodę wszystkie państwa członkowskie.

Wyobraźmy więc sobie debatę w Sejmie, podczas której PiS będzie przedstawiał, przed kamerami, powody, dla których rezygnuje z 64 miliardów euro. Nie spodziewam się, by wywołało to radość wśród polskich przedsiębiorców, rolników…

W sprawie budżetu na lata 2021-27 sprawa jest bardziej skomplikowana i odłożona w czasie. W tym przypadku wystarczy weto złożone podczas posiedzenia Rady Europejskiej, w grudniu. I co dalej? Wówczas w roku 2021 obowiązywać będzie prowizorium budżetowe. Ale nie będzie to oznaczało, że Polska będzie mogła czerpać środki przyznane jej w poprzedniej perspektywie 2014-2020.  W tym prowizorium nie będą uwzględniane pieniądze na inwestycje, na nowe przedsięwzięcia, czyli Polska jakieś pieniądze dostanie, ale o wiele mniej niż zapowiadają to politycy PiS. Z punktu widzenia polskich finansów, które już są w opłakanym stanie, będzie to więc operacja samobójcza.

Dodajmy do tego jeszcze jedno. Otóż, tak czy inaczej, obowiązywać już będzie mechanizm „pieniądze za praworządność”. Ten przeciwko któremu PiS tak mocno protestuje. Więc ten cały bój, który rząd toczy w Brukseli, a partia rządząca w Polsce, tak czy inaczej, będzie nieskuteczny.

Oczywiście, premier Mateusz Morawiecki to wie, sądzę, że wiedzą to również inni politycy PiS. Dlaczegóż więc walczą w wojnie, którą już przegrali?

Myślę, że w wielkim stopniu dzieje się tak, ponieważ są zakładnikami własnej propagandy i własnych sympatyków. Własnych kłamstw. Jeśli miesiącami im opowiadali, że nie oddadzą ani guzika, że rzucą Unię na kolana, to nie mają pola manewru. Na to nakłada się też polityczna wojna Zbigniewa Ziobro z Jarosławem Kaczyńskim. Wewnętrzne sprawy, i to wewnątrz jednego obozu politycznego, decydują o polityce państwa…

*

Piszę te słowa ze smutkiem, bo widzę jak z miesiąca na miesiąc zmienia się w Europie atmosfera dotycząca Polski. Pamiętam, jaka była w latach gdy byłem premierem, gdy negocjowałem przystąpienie do Unii, a potem gdy do niej przystąpiliśmy. Jak wielkim cieszyliśmy się poparciem.  Teraz pojawia się z kolei niedowierzanie i rozczarowanie. Jak mogliście nas tak zawieść? – z takimi pytaniami przychodzi mi się spotykać. Choć, mimo tych pytań, w moim klubie, Socjalistów i Demokratów czuję poparcie dla spraw polskich.

Niech ilustracją tego będzie szefowa naszej frakcji Iratxe García Pérez, członkini hiszpańskiej PSOE. Iratxe śledzi sprawy polskie, i jest bardzo zaangażowana. Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji pisała: „Oniemiałam. Jestem zbulwersowana barbarzyńskim charakterem tych ograniczeń”. Potem, gdy w Brukseli miała miejsce demonstracja polskich kobiet, Iratxe Perez tam była! Przyszła ubrana w bluzkę z czerwoną błyskawicą na białym profilu kobiety.  

Po prostu, dla członków frakcji S&D w Parlamencie Europejskim prawa człowieka, prawa kobiet, równouprawnienie, prawa osób LGBT, są sprawami fundamentalnymi. Oni są tu bardzo pryncypialni, i bardzo poważnie traktują te wszystkie europejskie wartości, które legły u podstaw współczesnej zjednoczonej Europy. Tak było prawie 20 lat temu, kiedy pukaliśmy do bram Unii, wtedy socjaliści najbardziej nam pomagali, tak jest teraz – w protestach przeciwko łamaniu prawa w naszym kraju najbardziej na nich możemy liczyć.

To spojrzenie można dostrzec choćby w kształcie przyjętego mechanizmu warunkowości. Socjalistki i socjaliści byli jak najbardziej za jego przyjęciem, i za maksymalnym zaostrzeniem – żeby zatrzymać łamanie praworządności, staczanie się Polski w inne cywilizacyjne kręgi. A jednocześnie, nasze negocjatorki mocno zwracały na to uwagę, by – w przypadku zawieszenia pieniędzy, gdy rząd łamie praworządność – jak najmniej ucierpieli na tym obywatele. Jak to zrobić, żeby ewentualne sankcje dotykały rządu, ale nie dotykały obywateli, samorządów itd.? Wprowadzono więc zapis, że organizacje pozarządowe (a w tym pojęciu mieszczą się też samorządy) które traciłyby środki w momencie ich blokady, mogły zwracać się bezpośrednio do Komisji Europejskiej, żeby je stamtąd bezpośrednio odzyskać. Ponad rządami.

To myślenie jest mi bliskie. Mając do wyboru interes obywateli – którym należą się niezależne sądy, poszanowanie prawa przez rządzących, demokratyczne instytucje, i interes polityków PiS, którzy nie chcą być skrępowani żadnym prawem, żadnymi zasadami, wybieram interes obywateli.

To budujące, że nie jestem w tym myśleniu i w tych działaniach sam.

Leszek Miller – Biuro w Brukseli

ASP13G351, rue Wiertz 60, 1047 Bruxelles

Tel. 0032 2 28 45868